poniedziałek, 17 września 2012

first impressions


ciao!


Piszę z Rzymu!
Moja podróż była dość ciężka. Z kilku powodów zdecydowałam się pojechać autobusem. Właściwie nie przeszkadzało mi to, że jedziemy bardzo długo, tylko to, że było mi niewygodnie. Co więcej, klimatyzacja cały czas pracowała i strasznie mocno wiała. Wiele osób kichało i kaszlało. Dlatego teraz nie czuję się najlepiej i jestem przeziębiona.
Jedyne plusy tej podróży są takie, że we Włoszech były ładne widoki.
Następnym razem bezwzględnie lecę samolotem :)
Kiedy w końcu dojechaliśmy do Rzymu, mieliśmy 3h spóźnienia.. Host dad i Mała mieli mnie odebrać, ale nie mogli na mnie tyle czekać bo host dad musiał iść do pracy. Musiałam do domu pojechać taxi. Tego w życiu nie zapomnę! Nie miałam problemów ze znalezieniem taksówki, bo stały tuż pod dworcem. Wsiadłam do jednej z nich, dałam adres kierowcy i ruszyliśmy. Po wyjechaniu z dworca natrafiliśmy na wielki korek na jednej z głównych ulic. Przez te korki przeciskała się policja. Kierowca stwierdził, że musiał być wypadek i że nie ma sensu stać w korku, pojedziemy inną drogą. Wszędzie przeciskały się skutery. (Jeśli okaże się, że od tych ciągłych manewrów skuterzyście zmęczą się ręce- nie ma problemu! Na skuterze równie dobrze można jechać bez trzymanki :) Kierowca miał dobre serce, więc aby zrekompensować ominięcie korka omijaliśmy inne korki jadąc po torach tramwajowych. Były pośrodku ulicy i właściwie wyglądało to jak pas ruchu, ale wszędzie były znaki zakazu wjazdu :) Przejechaliśmy tak jedną ulicę, potem drugą, na końcu której stanęliśmy na czerwonym świetle. I oto zauważył nas policjant. Był dość stary jak na policjanta. Myślałam, że teraz będziemy mieć kłopoty, mandat- miałam czas na przemyślenia, bo szedł do nas powoli.. ale po prostu kazał mu zawrócić, wrócić po torach na początek ulicy i przejechać ulicę jeszcze raz po normalnej drodze :) Poza tym w Rzymie nie obowiązują pasy ruchu. Szczególnie w korkach i przy skrzyżowaniach, każdy przeciska się gdzie może. No i wszyscy na siebie trąbią. Mój kierowca np. trąbił, żeby wszystkich 'obudzić' kiedy zapalało się zielone światło. Nie jestem całkiem pewna, ale chyba nie raz zdarzyło nam się przejechać na czerwonym.
Tak mniej więcej to wyglądało, jednak moje pisarskie zdolności nie wystarczą na opisanie tego, co dzieje się tu na drogach. ALE Poruszanie się w chaosie było naprawdę fajne z pozycji pasażera! :D
Po przyjeździe umyłam się, zjedliśmy kolację: spaghetti z pomidorami, cukinią i krewetkami. Wieczorem poszłam z Małą jeszcze do parku, przy którym mieszkamy. Chociaż zrobiło się już ciemno, na placu zabaw bawiły się dzieci, i jak mówi host mama jest tu dość bezpiecznie.
Potem zasnęłam i spałam 12h ;) Na drugi dzień nie czułam się najlepiej, ale poszłam na krótki spacer. Chciałam kupić sobie nową kartę sim, ale w tabaccheria'ch sprzedają tylko doładowania. Po drodze poszłam do apteki i kupiłam sobie anti-grip, który działał, ale był bardzo mocny i nie miałam po nim siły.
Dziś od rana pada deszcz i jest dość chłodno, więc nie ruszałam się z domu i kuruję się. Mam nadzieję, że już jutro będzie lepiej ze mną i z pogodą i przejdę się po okolicy i porobię jakieś zdjęcia :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz